środa, 4 maja 2016
Sprzedaż kwiatów.
Jestem młodą osobą, do niedawna bezrobotną. Po
przeglądnięciu wszystkich ofert pracy w gazetach, internecie oraz po nie
otrzymaniu żadnej odpowiedzi na wysłane CV byłam załamana. Wiedziałam, że ciężko
dzisiaj o pracę, ale żeby aż tak? Pewnego wieczoru siedząc z kubkiem ciepłej
herbaty przed telewizorem coś mnie natchnęło. Stwierdziłam, że skoro nikt mnie
nie chce zatrudnić, to zrobię to sama. Ta myśl przyszła mi po tym jak
spojrzałam na parapet. Stały na nim piękne storczyki. Od dziecka kocham kwiaty,
ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby na tym zarabiać. Dla siebie, dla
rodziny owszem robiłam bukiety i nie powiem, bo całkiem ładne, ale nigdy nie
myślałam, że moje hobby może być dochodowe. Jak się okazało… mogło być!
Zaczęłam od zrobienia kilku kompozycji. Następnie je sfotografowałam i
rozesłałam do znajomych z informacją: „zapraszam do skorzystania z usług
młodej, niedoświadczonej florystki, która wie jak ożywić każdą okazję”. Okazało
się, ze na moich znajomych zawsze mogę liczyć, bo już następnego dnia dostałam
wiadomość z pytaniem, gdzie mam siedzibę. Po ustaleniu szczegółów wiedziałam
jakich kwiatów potrzebuję, więc pojechałam po nie na giełdę kwiatową. Pierwsza
klientka była bardzo zadowolona i zaczęła mnie polecać kolejnym znajomym. Po
tygodniu miałam sporo zamówień. Z jednej strony była to super informacja, bo
większa sprzedaż, więcej pieniędzy itd., a z drugiej strony… mój „interes” nie
był zarejestrowany. Bałam się, że wpadnie jakaś kontrola i będę musiała
zapłacić karę. Postanowiłam skorzystać z dofinansowania dla małych przedsiębiorstw
i założyć swoją własną kwiaciarnię. W tym momencie zrealizowałam swoją wizję i
zostałam własnym szefem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz