czwartek, 28 kwietnia 2016
Smykałka do sprzedaży.
Już jako dziecko miałam tzw. smykałkę do sprzedaży. Pamiętam,
że kiedyś na urodziny dostałam cały zestaw kredek z blokiem rysunkowym. Jak to
5-letnie dziecko od razu zaczęłam malować. Kiedy zorientowałam się, że przynosi
mi to radość, ale niestety na krótko stwierdziłam, że trzeba z tego czerpać
jakieś korzyści. Moja logika była prosta: skoro ja mogę namalować (w moim wtedy mniemaniu) piękny obrazek w
każdej chwili, to po co mam je kolekcjonować ? Przecież dorośli tak nie
potrafią, a więc można im je SPRZEDAĆ. Tak, dokładnie tak zrobiłam (bo myślałam
o tym później). Zrobiłam sobie pudełeczko, taką skarbonkę z napisem 2zł i
wystawiłam na sprzedaż moje obrazki. Oczywiście nie każdy, ale mama, tata, dziadkowie
kupili moje dzieła. Teraz jestem trochę starsza i przypomniałam sobie tą
historię przy wykonywaniu jednej z czynności, na której teraz zarabiam. A
mianowicie, skoro od dziecka miałam dryg do malowania, to dlaczego by z tego
nie skorzystać. Moją pasją jest kolekcjonowanie starych ram od obrazów. Taką
ramę starannie oczyszczam, a następnie staram się ją odnowić tak, żeby
zachowała swój charakter. Mój pokój jest cały w takich ozdobach. A wracając do
tego jak obecnie zarabiam… to właśnie tak. Znów udało mi się połączyć przyjemne
z pożytecznym. Taki powrót do dzieciństwa. Moimi „klientami” są zwykle osoby,
które były w moim pokoju. Jest to zajęcie, które wykonuję dla relaksu w wolnej
chwili, a które jednocześnie zapewnia mi wyższe kieszonkowe. Mam nadzieję, że w
przyszłości również będę potrafiła sobie zorganizować niezbyt męczącą pracę i myślę, że zajmę się sprzedażami.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz