wtorek, 23 czerwca 2015
Budka z kwiatami.
Jestem właścicielem małej kwiaciarni na obrzeżach miasta i zajmuję się sprzedażą . Jeszcze rok temu byłem na skraju bankructwa. W dzisiejszych czasach, gdzie na rogu każdej ulicy są markety, w których sprzedaje się wszystko o każdej porze dnia i roku, popyt na kwiaty i różne drobiazgi w sklepie, takim jak mój bardzo zmalał. Stałych klientów miałem mało i wciąż ich ubywało, a na nowych się nie zanosiło. Byłem załamany. Postanowiłem skorzystać z tzw. ostatniej deski ratunku. Wziąłem kredyt. Na początku miałem wiele obaw, bo teraz wszędzie czają się oszuści, którzy tylko czekają na naiwnych klientów. Jednak skorzystałem z porady prawnika, który pomógł wybrać mi ten odpowiedni bank (godny zaufania). Zakupiłem nowy samochód dostawczy i zamieściłem na nim swoją reklamę. Ponadto poszerzyłem swój asortyment o dodatki do domu i podpisałem trzy kontrakty z dużymi sklepami w okolicy. Dostarczam im od tamtego czasu dzień w dzień bukiety świeżych kwiatów. Podaż, popyt, koniunktura... wszystko jest dla mnie korzystne. Sprzedaż wzrosła kilkakrotnie. Firma się prężnie rozwija. Systematycznie spłacam raty kredytu i nie ponosząc z tym żadnych strat z czego jestem bardzo zadowolony. Teraz sprzedaż jest przyjemnością, a nie udręką. Dziś mogę powiedzieć, że jestem pełnowymiarowym przedsiębiorcą, który wie czego potrzeba klientom. Jeżeli mogę udzielić komuś dobrej rady to nie bójcie się ryzykować, bo czasem naprawdę warto jest w coś zainwestować. Mojego tak spektakularnego sukcesu nie byłoby, gdyby nie moja najbliższa rodzina, która w najtrudniejszym okresie mojego przedsięwzięcia wspierała i pomagała mi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz