wtorek, 22 grudnia 2015

Prawdziwe marzenia.

     Mam 35 lat, pracuję w dużej międzynarodowej firmie. Mam żonę, dziecko i wymarzony dom na obrzeżach miasta. Pochodzę z rozbitej rodziny. Jako dziecko zawsze marzyłem o prawdziwych Świętach. Takich rodzinnych z choinką, prezentami, kolędami i oczywiście opłatkiem. Tak. Tego brakowało mi najbardziej. Tego, żeby cała rodzina była szczęśliwa, uśmiechnięta, żyła w zgodzie i zawsze się wspierała. Wtedy powiedziałem sobie, że jak dorosnę założę własną rodzinę, której nigdy nie zawiodę. Będę z nią mimo wszystko. I… udało się. Mam wspaniałą rodzinę, która jest szczęśliwa. W końcu spełniłem swoje największe marzenie. Co roku mamy taką prawdziwą wigilię. Niczego na niej nie brakuje. Jak tradycja nakazuje z samego rana 24 grudnia jadę z synkiem po drzewko bożonarodzeniowe. Wybieramy i kupujemy to najpiękniejsze. Po powrocie do domu całą rodziną ubieramy choinkę. Są na niej lampki i bombki, które kupiliśmy wcześniej. Ci sprzedawcy w sklepach są naprawdę bardzo mili. Zawsze są w stanie doradzić jaki kolor i wzór najbardziej pasuje. Naprawdę mają wprawę w tej sprzedaży „świątecznej”.  Wieczorem zasiadamy do wigilijnego stołu. Wszyscy odświętnie ubrani. Pod choinką jest mnóstwo prezentów, a w powietrzu unosi się zapach cynamonu i pomarańczy. Tak jak podania ludowe nakazują, na stole znajduje się 12 potraw, sianko i puste miejsce dla niespodziewanego gościa. Gdy pierwsza gwiazdka na niebie zagości zasiadamy do kolacji. Potem jest rozpakowywanie prezentów. Cieszą się z nich nie tylko dzieciaki, ale również i my, dorośli. Dla mnie to powrót do dzieciństwa i jestem wdzięczny losowi, że dał mi tak wspaniałą rodzinę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz