Mam 35 lat, pracuję w dużej międzynarodowej firmie. Mam
żonę, dziecko i wymarzony dom na obrzeżach miasta. Pochodzę z rozbitej rodziny.
Jako dziecko zawsze marzyłem o prawdziwych Świętach. Takich rodzinnych z
choinką, prezentami, kolędami i oczywiście opłatkiem. Tak. Tego brakowało mi
najbardziej. Tego, żeby cała rodzina była szczęśliwa, uśmiechnięta, żyła w
zgodzie i zawsze się wspierała. Wtedy powiedziałem sobie, że jak dorosnę założę
własną rodzinę, której nigdy nie zawiodę. Będę z nią mimo wszystko. I… udało się.
Mam wspaniałą rodzinę, która jest szczęśliwa. W końcu spełniłem swoje
największe marzenie. Co roku mamy taką prawdziwą wigilię. Niczego na niej nie
brakuje. Jak tradycja nakazuje z samego rana 24 grudnia jadę z synkiem po
drzewko bożonarodzeniowe. Wybieramy i kupujemy to najpiękniejsze. Po powrocie
do domu całą rodziną ubieramy choinkę. Są na niej lampki i bombki, które
kupiliśmy wcześniej. Ci sprzedawcy w sklepach są naprawdę bardzo mili. Zawsze
są w stanie doradzić jaki kolor i wzór najbardziej pasuje. Naprawdę mają wprawę
w tej sprzedaży „świątecznej”. Wieczorem
zasiadamy do wigilijnego stołu. Wszyscy odświętnie ubrani. Pod choinką jest
mnóstwo prezentów, a w powietrzu unosi się zapach cynamonu i pomarańczy. Tak
jak podania ludowe nakazują, na stole znajduje się 12 potraw, sianko i puste
miejsce dla niespodziewanego gościa. Gdy pierwsza gwiazdka na niebie zagości
zasiadamy do kolacji. Potem jest rozpakowywanie prezentów. Cieszą się z nich
nie tylko dzieciaki, ale również i my, dorośli. Dla mnie to powrót do
dzieciństwa i jestem wdzięczny losowi, że dał mi tak wspaniałą rodzinę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz