niedziela, 23 sierpnia 2015

" pocztowa sprzedaż".

      
       Witam! Mam 40 lat i chciałem się z wami podzielić opinią jaką darze moją prace na Poczcie Polskiej. Kiedy zaczynałem pracę miałem 25 lat z czego wynika, że pracuje w tym miejscu już 15 lat. Od tamtego czasu bardzo dużo się zmieniło i to niekoniecznie na lepsze (niestety). Kiedyś na poczcie można było kupić znaczek, wysłać paczkę lub list. A teraz? Teraz wszystko się zmieniło! My jako Poczta Polska nie tylko świadczymy standardowe usługi pocztowe, ale też sprzedajemy książki dla dzieci, sprzedajemy świeczki i kolorowanki. Czy tak powinno być? Owszem w tamtych czasach (o ile mogę tak powiedzieć o XX wieku) również sprzedawaliśmy np. świeczki, które były produkowane na cele charytatywne lub ozdobne monety, ale były one wybijane z okazji świąt narodowych. A to nie to samo co robienie z poczty księgarni! To jest pierwsza sprawa, która mi się nie podoba. Następną rzeczą jest to, że na poczcie w dzisiejszych czasach można załatwić wszystko. Wiele ludzi już nawet zapomniało jak się piszę listy, a co dopiero je wysyłać. Teraz wszystko dzieje się w internecie i ciężko sobie wyobrazić życie bez niego. Młodzi ludzie najchętniej nie wychodzili by w ogóle z domu. Po co rozmawiać w „realu” skoro jest chat? No, ale wracając do sprawy na naszej poczcie dzisiaj możemy: założyć konto w banku, ubezpieczyć siebie i rodzinę możemy nawet posiedzieć na darmowym internecie. No, a więc to są moje odczucia… Jestem bardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Poczta tradycyjna w naszym kraju upada. A co wy o tym sądzicie?

Umiejętność sprzedaży osoby o nową pracę.

    
      W dzisiejszych czasach wśród młodych ludzi możemy usłyszeć bardzo często takie oto pytania:
*Jaką szkołę wybrać, aby potem dostać pracę?
*Gdzie szukać pracy?
*Jaki zawód jest najbardziej opłacalny?
*Jakiego pracownika potrzeba na rynku pracy?
Ja wam odpowiem, ale w trochę niecodzienny sposób. Spróbujcie sobie w głębi duszy odpowiedzieć na takie pytanie: „Jak sprzedać siebie pracodawcy, aby otrzymać pracę?”. Podam wam teraz kilka porad, które na pewno pomogą wam w refleksji nad postawionym pytaniem. Po pierwsze już w czasach szkolnych powinniście brać udział w jak największej ilości konkursów, bo wiedza tam zdobyta nigdy nie pójdzie w zapomnienie, a może waszą ambitność ktoś zauważy. Po drugie wyrabiajcie w sobie dobre cechy, które ceni sobie każdy pracodawca na przykład: punktualność, sumienność w wykonywanej pracy, zaangażowanie. Kolejnym elementem, na który warto zwrócić uwagę jest ubiór. Na rozmowę kwalifikacyjną trzeba być elegancko ubranym, czyli garnitur lub czarna sukienka/spódnica. Zresztą nie tylko na wywiad, ale w każdym dniu pracy trzeba wyglądać szykownie i nie wyzywając. To tyle z wyglądu zewnętrznego. Na rozmowę trzeba się porządnie przygotować. W naszych odpowiedziach nie można wyczuć nuty zdenerwowania, a tym bardziej niepewności. Jeżeli odpowiadam to z przekonaniem i z uśmiechem. Warto przynieść ze sobą teczkę z certyfikatami po ukończonych kursach oraz zaświadczenia np. o byciu wolontariuszem w danej organizacji. Jest to bardzo wysoko cenione na takich rozmowach. To by było tyle z mojej strony. Mam w tym doświadczenie, bo sam często przeprowadzam takie wywiady. Mam nadzieję, że pomogłem wielu z was, których właśnie takie pytania dręczą i chcieli by się dobrze sprzedać nowemu pracodawcy.

Sprzedaż działek.

      Mam 45 lat i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jestem doświadczonym biznesmenem, pomimo swojego młodego wieku. Już w wieku 15 lat miałem własny ogródek z kwiatami, które potem sprzedawałem na placu targowym. Gdy zdałem egzamin dojrzałości z całkiem dobrym wynikiem otrzymałem od mojego ojca (również biznesmena) trzy kantory. Jednak po kilku latach przybyło ich trochę w moim mieście, dlatego przestało się to opłacać. Postanowiłem zwinąć interes i rozglądnąć się za czymś bardziej dochodowym. Miałem pewien zasób pieniędzy dzięki, którym mogłem sobie pozwolić na poważne inwestycje.  Porównałem zagraniczne rynki pracy z polskimi i jak się okazało znalazłem w ten sposób interes życia. Założyłem firmę deweloperską. Na początku byłem tam jedynym pracownikiem, teraz zatrudniam 6 osób. Kupiłem 2ha pola rolnego. Następnie przekształciłem je w działkę budowlaną. Trochę to trwało z powodu bardzo dużej biurokracji. Z zawody jestem geodetą, więc wszystko skrupulatnie wyliczyłem. Przez środek poprowadziłem drogę, a resztę podzieliłem na działki. Zamieściłem ogłoszenia w gazetach i portalach społecznościowych, że w centrum miasta są do nabycia działki. Sprzedaż poszła bardzo szybko (szybciej niż się spodziewałem). Ponieważ inwestycja mi się zwróciła, a ja dodatkowo powiększyłem swoje zaplecze finansowe, postanowiłem iść krok dalej i wypróbować jeszcze czegoś innego. Tym razem kupiłem działkę tylko 15 arową. Przekształciłem ją w działkę budowlaną i wybudowałem na niej domek jednorodzinny oraz posadziłem kilka drzew wokół. Klienci znaleźli się jeszcze szybciej niż poprzednio, a i cena wzrosła. W tamtym momencie poczułem się szczęśliwy i usatysfakcjonowany, że znalazłem tzw. „żyłkę złota”. Dziś mija już dziesięć lat od pierwszej sprzedaży działki.

Sprzedaż plonów rolnych.

   
       Jestem mężczyzną w średnim wieku, który nigdy nie wiedział co chce robić w przyszłości. Zarówno mój ojciec jak i dziadek byli rolnikami. Odziedziczyłem po nich gospodarstwo i maszyny rolnicze. Jestem rolnikiem nie tylko dzięki mojej rodzinie, ale również z zamiłowania. Kocham owoce , warzywa, zwierzęta i całą przyrodę, która nas otacza. Kiedy szukałem pracy, każda oferta wydawała się nie dla mnie. Do pracy trzeba czuć zapał, a ja czułem go tylko do rolnictwa i mojego ogrodu. Pewnego dnia przyszła mi pewna myśl. Ja jestem z tych osób co najpierw robią, a potem myślą, więc już następnego dnia przed moją bramą wjazdową stał stragan z warzywami, owocami i rozpocząłem sprzedaż własnych produktów. W sumie byłem zadowolony z efektu końcowego oraz byłem dumny z siebie, że jako pierwszy w mojej wiosce wpadłem na ten pomysł. Sprzedawałem tylko i wyłącznie swoje plony, oczywiście bez żadnych sztucznych nawozów i oprysków. Miałem również wiejskie jajka, ser i mleko. Sprzedaż szła mi całkiem nieźle. Zarobek był średni, ale jak na to, że nie ruszałem się z własnego podwórka to byłem zadowolony. Z roku na rok pozyskiwałem coraz więcej klientów. Niestety po trzech latach sąsiad z drugiego końca wsi wpadł na ten sam pomysł zarobku. Oczywiście sprzedaż trochę spadła. Postanowiłem się nie poddawać i zainwestowałem pewną sumę pieniędzy w mój straganik. Zacząłem jeździć rano do zaprzyjaźnionego rolnika i kupowałem po cenach hurtowych produkty, których ja nie hodowałem. Inwestycja się opłaciła i znowu zacząłem przyciągać zainteresowanych klientów oraz co najważniejsze zadowolonych osób, ze zrobionych zakupów. 

środa, 19 sierpnia 2015

Sprzedaż obrazów.

     
      Dzisiaj młodzi ludzie rzadko kiedy wiedzą, co chcą robić w przyszłości. Problemem z wybraniem szkoły związane jest późniejsze znalezienie pracy. Nikt z nas nie wie jaki zawód będzie opłacalny za 10 lat. Ja od najmłodszych lat swojego życia uwielbiałem malować obrazki. W dzieciństwie brałem udział w wielu konkursach, w których moje prace zajmowały naprawdę wysokie miejsca. Gdy przyszedł czas, aby wybrać szkołę policealną miałem bardzo duży dylemat. Z jednej strony uwielbiałem matematykę, a z drugiej kochałem sztukę. Jednak wpływ środowiska na mnie zrobił swoje. Mimo swojej pasji i talentu wybrałem ekonomię (wydawała się ona bardziej przyszłościowa). Po dwóch latach studiów nie mogłem znaleźć nawet dorywczej pracy. Chciałem zarobić trochę pieniędzy i wtedy wpadł mi do głowy genialny pomysł. Stworzyłem swoją stronę internetową, na której wystawiłem swoje obrazy na sprzedaż. Już po kilku dniach znalazł się pierwszy klient. Obraz sprzedałem za całkiem przyzwoitą kwotę. Kolejne również znalazły szybko swoich właścicieli. Strona zyskiwała coraz większą popularność. Rozpoczęły się na niej nawet licytację. Zarobiłem na sprzedaży obrazów całkiem zadowalającą sumę pieniędzy. Dziś mija dziesięć miesięcy od założenia strony internetowej i nadal przynosi mi ona zyski. Od pewnego czasu jestem na stażu w pewnym bardzo popularnym angielskim banku. Jest duża szansa, że po zakończeniu zostanę przyjęty tam na stałe.  Teraz z perspektywy czasu wiem, że dobrze wybrałem i nie żałuję swojej decyzji. To życiowe doświadczenie pokazało mi, że nie warto rezygnować ze swoich pasji, bo kiedyś nasze umiejętności mogą zostać wykorzystane.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Sprzedaż motocykli.

    
Mam 20 lat i jestem zapalonym motocyklistą. Pasją zostałem zarażony już w dzieciństwie. Zarówno mój tata, jak i dziadek kochają motocykle i najwyraźniej mam to po nich. Posiadam czerwoną Hondę CBR 125 oraz czarną Yamahę YZF 125. Moja dziewczyna jeździ ze mną na wszystkie zjazdy motocyklistów. Jestem jej za to bardzo wdzięczny, że nie gani, a pochwala moją pasję. Jedyna rzecz, której nie pochwalam w naszym środowisku to pętelka śmierci, ale jest to tylko szczegół, ponieważ niewiele osób się na nią decyduję. W prezencie od swojego dziadka dostałem SHL 175 rocznik 1966. Nie potrzebowałem kolejnego motoru, a więc postanowiłem go odrestaurować i sprzedać. Zorientowałem się w jakiej cenie są sprzedawane te motory z takiego rocznika oraz podliczyłem ile mniej więcej będzie mnie kosztować wymiana zepsutych lub zużytych już części. Po zrobieniu obliczeń wywnioskowałem, że mogę na tym nie źle zarobić, więc wziąłem się od razu do roboty. U zaprzyjaźnionego mechanika zamówiłem potrzebne mi części, a że jestem po technikum mechanicznym nie potrzebowałem pomocy w naprawie. Była to spora oszczędność. Po tygodniu oczekiwania dostałem przesyłkę, która zawierała wszystkie potrzebne mi rzeczy. Było w niej na przykład: świeca, teleskopy, przewody hamulcowe, zębatka i błotniki. Po dwóch tygodniach pracy przy motorze był on gotowy do jazdy. Został on oczywiście przeze mnie odmalowany i zrobiłem mu dokładne woskowanie. Dodałem ogłoszenie sprzedaży oraz  zdjęcie na różnych portalach i już po paru godzinach otrzymałem bardzo ciekawe oferty z chęcią zakupu. Po paru dniach przyjechało paru chętnych potencjalnych klientów. Motor poszedł oczywiście w odpowiednie ręce, a ja zarobiłem na tej sprzedaży parę złotych. Od tej pory zacząłem skupować stare motocykle, remontowałem i sprzedawałem je ze sporym zyskiem. Z ogłoszenia w internecie poznałem człowieka, który jeździ po całej Europie i sprowadza motocykle do kraju. Nawiązaliśmy ze sobą znajomość i od tej pory zaczęliśmy współpracować ze sobą.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Nowy samochód.

     Z początkiem wakacji wraz z małżonką postanowiliśmy sprzedać nas stary samochód. Było to nasze pierwsze auto, do którego byłem bardzo przywiązany, lecz moja żona uparła się na zmianę. Wystawiliśmy ogłoszenie o sprzedaży w internecie. Samochód miał 10 lat, lecz był w bardzo dobrym stanie technicznym, po mimo to kwota, którą chciałem wziąć za samochód była niższa od szacowanej wartości przez moją żonę, która chciała się go pozbyć jak najszybciej. Po wystawieniu ogłoszenia o sprzedaży samochodu zainteresowanie było dosyć duże, 90 procent klientów pytało tylko o cenę i czy można jeszcze coś urwać z ceny. Niestety nie mogłem, ponieważ już cena była dosyć niska, inne telefony były tylko narzekaniem klientów. Gdy nareszcie zadzwonił jakiś kompetentny pan, który zdecydował się oglądnąć samochód, kiedy przyjechał okazało się że jest Romem, który obiecuje, że pieniądze przywiezie w poniedziałek ( a była sobota ), w zamian chciał mi pozostawić komplet dywanów. Niestety nie mogłem się na to zgodzić, nazajutrz rano Rom wrócił w fotelikiem dla dziecka i z 10 osobami jako rodzina, dalej próbując mnie przekonać do sprzedaży samochodu. Miałem dosyć sprzedaży internetowej więc usunąłem ogłoszenie i postanowiłem, że nie sprzedam mojego ulubionego samochodu. Moja żona była bardzo niezadowolona z takiego obrotu sprawy i dlatego musiałem jakoś wybrnąć z tej patowej sytuacji, postanowiłem  bez wiedzy żony, zrobić jej niespodziankę i kupić jej mały samochodzik, aby jeździła nim do pracy. Mój dobry znajomy poinformował mnie, że jedną miejscowość dalej, starszy pan ma do sprzedania w bardzo dobrym stanie technicznym samochód marki Fiat 126 p. tak zwanego "malucha". Natychmiast pojechaliśmy z kolegą oglądnąć ten pojazd, na miejscu okazało się, że był w bardzo dobrym stanie, starszy pan miał go od nowości, z niedużym przebiegiem i miał jeszcze do tego komplet opon zimowych z felgami. Po krótkich negocjacjach doszliśmy do porozumienia, wypłaciłem mu uzgodnioną kwotę pieniędzy, spisaliśmy umowę kupna - sprzedaży, a następnie wróciliśmy do domu. Moja żona bardzo się ucieszyła z mojej niespodzianki, ponieważ od tej chwili była osobą niezależną i jeździła do pracy swoim samochodem.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Wczasy.

     Lato w pełni, wyjechałem z żoną i dwójką małych dzieci nad Polskie morze Bałtyckie do małej miejscowości Sarbinowo, położone niedaleko dużego miasta Kołobrzeg. Na ośmiodniowy wypoczynek pojechaliśmy własnym samochodem osobowym ze względu na małe dzieci, które niechciały podróżować pociągiem, Polskich linii kolejowych. W pierwszym dniu naszego pobytu pogoda była bardzo wietrzna i na plażę nie dało się pójść i dla tego postanowiliśmy pozwiedzać małą miejscowość pieszo.  Na początku gdy dotarliśmy do centrum Sarbinowa moją żonę zaczepił sprzedawca pamiątek, który sprzedawał muszle, korale, kartki pocztowe, itp., oczywiście kupiliśmy sobie bardzo ładne muszelki i kartki, które później wysłaliśmy do najbliższych. Przechodząc dalej zauważyłem bardzo dużo sprzedających, a niewiele kupujących, bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się lokale gastronomiczne oferujące szeroką gamę potraw z różnych regionów kraju, a także z zagranicy. Po niedługim spacerze dzieciom znudziło się też chodzenie i chciały wrucić do domu, więc wróciliśmy i zaczęliśmy się rozpakowywać. Na zajutrz rano była piękna pogoda więc wybraliśmy się na niedaleko położoną plaże, po dotarciu na miejsce i rozłożeniu się na piasku, od razu zacząłem wykorzystywać każdą chwilę na odpoczynek, gdzieś tam w oddali doleciał do mnie głos wołającego młodego człowieka, który wołał, gotowana kukurydza, orzeszki w karmelu, popkorn, oraz kawa mrożona, gdy podszedł do nas bliżej okazało się że był to "plażowy sprzedawca", takich sprzedawców na plaży to było kilku, którzy oferowali swój towar przez cały dzień. Woda w morzu była bardzo ciepła więc dla dzieci była to frajda, no i dla nas też, wypoczywaliśmy tak jeszcze kilka dni, a czas nieubłaganie szybko płynął, w szóstym dniu naszego pobytu udaliśmy się do małej miejscowości Gąski, w której znajdowała się latarnia morska, widoki z tej latarni były piękne, i tu także było bardzo dużo sprzedających osób i lokali gastronomicznych. Urlop minął nam bardzo szybko i nadszedł czas powrotu do domu, przez cały okres wypoczynku nie spadła żadna kropla deszczu z nieba Po powrocie do domu jeszcze długo wspominaliśmy i oglądaliśmy zdjęcia z bardzo udanych wakacji nad Polskim morzem Bałtyckim..

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Sprzedawca międzynarodowy.

     
Jestem dorosłym mężczyzną z dwójką dzieci i wspaniałą żoną w domu. Pracuję na wysokim stanowisku jako "sprzedawca handlowiec", w poważnej firmie, która zajmuje się sprzedażą i dystrybucją wyrobów hutniczych na terenie całego kraju, a także wysyłamy towar poza granice naszego kraju, dlatego moja współmałżonka nie musi pracować. Odpowiada nam układ, że ja zarabiam pieniądze, a ona zajmuję się domem i opiekuję się naszymi dziećmi. Zwykle jestem bardzo zabiegany i nie interesuje się na przykład zakupami do domu, ponieważ robi je moja żona. Kiedy powiedziała mi, że ma ważną wizytę u lekarza i, że to ja muszę się zająć domem w tym dniu, zgodziłem się bez wahania. Pomyślałem, że przyda mi się spędzić trochę czasu z moimi cudownymi dzieciakami. Gdy nadszedł ów dzień wstałem rano dałem dzieciom śniadanie i wybrałem się na plac targowy po drobne zakupy (chciałem zrobić niespodziankę mojej żonie). Podszedłem do pierwszego stoiska jakie zobaczyłem i zacząłem wybierać warzywa i owoce. Przede mną była dość spora kolejka, dlatego pomyślałem, że skoro sprzedaż temu panu tak dobrze idzie, to produkty, które sprzedaje muszą być dobre i świeże. Po zrobieniu zakupów wróciłem do domu i zabrałem się za sprzątanie. Dzieci oczywiście mi pomogły. Kiedy zacząłem robić obiad zorientowałem się, że to wcale nie jest taka prosta sprawa, że nie zdążę na czas go podać moim maluchom. Zamówiłem pizzę. Po zjedzeniu dokończyłem moje gotowanie. Nakryłem do stołu, zapaliłem świecę i ze zniecierpliwieniem wyczekiwałem mojej żony. Gdy przyjechała dzieci były już w łóżkach, a my zjedliśmy romantyczną kolację. Była bardzo mile zaskoczona. Ja byłem wykończony, ale usatysfakcjonowany. Postanowiłem częściej pomagać mojej żonie w domu, od tamtej pory codziennie, gdy wracam z pracy robię przynajmniej zakupy.  

Sprzedaż plonów rolnych.

     Mieszkam z rodzicami w małej miejscowości Daleszyce położone 5 kilometrów od większego miasta Miechów w województwie Świętokszyskim, posiadamy  20 hektarowe gospodarstwo rolne, na którym uprawiamy i sprzedajemy płody rolne, na naszym gospodarstwie sadzimy i siejemy jarzyny i warzywa, następnie zebrane plony ojciec i mój starszy brat jadą na najbliższy plac targowy, aby je sprzedać, natomiast ja im tylko w wolnych chwilach pomagam, ponieważ uczęstrzam na studia zaoczne i niemam za dużo czasu. Z tą sprzedażą to bywa różnie raz się uda  sprzedać towar od razu, a nieraz trzeba wozić go kilka razy. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, abym założył sobie konto na allegro i zaczął sprzedawać nasze produkty rolne przez internet wraz z dostawą do domu, z tą informacją podzieliłem się z moim bratem, który od razu mnie wyśmiał i kazał mi się wziąć do roboty, a nie zajmować się bzdurami. Ja jednak nie dałem za wygrane i pod pretekstem że się uczę założyłem sobie konto na allegro i dałem ogłoszenie sprzedaży produktów rolnych, wszystkie  jarzyny i warzywa były zapakowane w worki po 5, 10, 15 i 25 kilogramów. Po kilku dniach dostałem pierwsze zamówienie na 25 kilogramów ziemniaków, 5 kilogramów marchwi i 5 kilogramów pietruszki, ucieszyłem się bardzo i nikomu nic nie mówiąc zapakowałem jarzyny do samochodu i po drodze do szkoły odwiozłem zamówienie na podany mi adres. Dużo zamówień dostawałem na uczelni, zbierałem duże zamówienia i rozwoziliśmy je na miejsca. Na początku moja sprzedaż nie była akceptowana przez mojego ojca i brata ponieważ, mówili że to się nie może udać i takich jak ja to już było wielu, lecz po około pół roku mojej działalności handlowej, kiedy opanowałem kilkanaście bloków mieszkalnych w mieście w którym studiuje, moja rodzina zaczęła się po mału przekonywać, że mój pomysł ma sens i zaczeli mi jeszcze pomagać, bo ja już nie dawałem sobie rady. Obecnie posiadamy dwa samochody do przewozu jarzyn i warzyw i zatrudniamy 4 pracowników do pomocy i rozwozimy nasze produkty po okolicznych miasteczkach przez cały prawie rok, mój ojciec już nie jeździ z towarem na plac targowy, aby je sprzedać.  Sprzedaż internetową to był strzał w dziesiątkę. Dlatego moja rada jest taka, aby nikogo, który ma jakiś pomysł i chce go realizować nie podcinać mu skrzydeł już u zarodka, tylko mu trzeba pomóż i dodać mu otuchy w jego zamiarach.