poniedziałek, 19 października 2015
Nowy rynek zbytu.
Mieszkam w dużej miejscowości niedaleko Poznania, w naszej wsi Polkowice znajduje się 15 dużych gospodarstw rolnych. Nasze gospodarstwo liczy 50 hektarów pola ornego, 5 hektarów łąk i pastwisk oraz duża chlewnia, w której chodujemy trzodę chlewną i bydło rogate. Ja jestem uczniem czwartej klasy technikum mechanicznego w Poznaniu. W tym roku zdaje maturę, po szkole pomagam rodzicom na gospodarstwie, trochę jest ciężko pogodzić tyle obowiązków, ale jakoś daję radę. Od bardzo młodych lat bardzo lubiłem sprzedawać nasze plony rolne. Przez cztery lata w szkole zbieram zamówienia od kolegów i koleżanek na ziemniaki, po szkole zawożę im do domu. Oprócz ziemniaków sprzedaje im również warzywa, mam też paru hodowców gołębi pocztowych, którym sprzedaje pszenicę i kukurydzę. Cały ten handel obwoźny bardzo dobrze mi idzie i rodzice są ze mnie zadowoleni. Mój tata raz w tygodniu w czwartki jeździ na duży jarmark na, którym też sprzedaje nasz wyprodukowany towar, a pozostałe plony po niższych cenach sprzedajemy do dużej agencji rolniczej. Podczas długich zimowych wieczorów, gdy zajęć na gospodarstwie nie ma tak dużo i rodzice dają sobie radę bezemnie, ja siedzę w domu i przeglądam strony internetowe z różnymi ogłoszeniami kupna i sprzedaży, biorę do nich numer telefonu i kontaktuje się z nimi, próbuję im coś sprzedać z naszych plonów. Po kilkunastu takich nieudanych próbach w końcu mi się poszczęściło, dodzwoniłem się do bardzo dużej nowo powstałej restauracji i oni byli zainteresowani, brać u nas pół tusze wołowe i wieprzowe. Umówiłem mojego ojca na spotkanie z przedstawicielem restauracji w Poznaniu w lokalu gastronomicznym. Po spotkaniu ojciec zaprosił go do nas do domu, aby mu pokazać gospodarstwo. Na początek umówili się, że raz w miesiącu będą odbierać jedną sztukę wołową i pięć sztuk wieprzowych. Mój ojciec był ze mnie bardzo dumny i nie krył tego przed gościem i mówił, że to moja zasługa. Po trzech miesiącach zaczeli u nas zamawiać coraz więcej mięsa, a myśmy zaczęli podbijać tamtejszy Małopolski rynek. Obecnie ja zdałem maturę i zrobiłem prawo jazdy na samochód ciężarowy, ojciec kupił samochód chłodnię i raz w tygodniu jadę do Krakowa i okolic zawieść im mięso. Bardzo lubię swoją pracę
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz