wtorek, 21 lipca 2015
Sprzedaż sprzętu rehabilitacyjnego.
Do dużej firmy zajmującej się sprzedażą sprzętem rehabilitacyjnym zatrudniłem się 15 miesięcy temu przez przypadek, podczas ubiegłorocznego urlopu nad polskim morzem do mojego kolegi zadzwonił telefon z propozycją pracy jako sprzedawca sprzętu rehabilitacyjnego, kolega Władek miał dobrą pracę więc nie był tą ofertą zainteresowany i polecił więc mnie. Po zakończonym urlopie od razu udałem się na rozmowę kwalifikacyjną do siedziby firmy mieszczącej się w centrum małego miasteczka Myślenice którego byliśmy mieszkańcami. Po zakończonej rozmowie właściciel hurtowni poinformował mnie, że mam tą pracę jako sprzedawca, zakres obowiązków jakie do mnie należały przedstawiła mi pani sekretarka, która była obecna przy naszej rozmowie. Do moich obowiązków należało przyjmowanie zamówień z naszej strony internetowej, a także zamówień telefonicznych, oraz zamówiony towar bardzo dobrze zapakować w pudło kartonowe, dobrze go zabezpieczyć w folię bąbelkową aby się nie uszkodziło podczas transportu i wysłać do osoby, która go zamówiła. Swoją pracę starałem się wykonywać bardzo solidnie i ze szczególną starannością aby nie było żadnych zastrzeżeń od zamawiających osób, aż do pewnego feralnego dnia. Było to miesiąc temu, zadzwonił klient i zamówił u nas łóżko do masażu klasycznego wraz z wszystkimi dodatkami, to znaczy podłokietnikami, uchwytem na głowę, różnymi podporami, a także wałkiem pod nogi osoby masowanej. Do zakupionych tych wszystkich rzeczy w promocji dawaliśmy dużą rolkę papieru ochronnego na łóżko gratis. Łóżko wraz dodatkami owinąłem w folię bąbelkową, a następnie zapakowałem do odpowiedniego kartonu i zakleiłem taśmą samo przylepną, a następnie wałek i papier ochronny przykleiłem do czoła kartonu, obłożyłem go jeszcze jednym małym kartonem i zakleiłem taśmą, tak to robimy zawsze, paczkę nadałem kurierowi aby ją dostarczył do adresata. Po 5 dniach zadzwonił telefon, akurat odebrał mój szef, była to osoba zamawiająca łóżko do masażu i poinformował nas, że paczka dotarła do adresata ale brakuje w przesyłce wałka pod nogi i rolki papieru, taką zrobił awanturę, a szef oczywiście mnie że źle wykonuje obowiązki jakie do mnie należą. Pozwoliłem sobie zadzwonić do klienta i powiedzieć mu, żeby dobrze sprawdził karton bo ja na pewno zapakowałem brakujący towar, żeby oderwał ten dodatkowy karton ,a jeśli nie to ja wyśle mu natychmiast brakujące rzeczy na własny koszt. Brakujące zamówienie jeszcze raz zapakowałem i przygotowałem do nadania, nagle zadzwonił telefon, pozwoliłem sobie odebrać, był to mój klient od tego łóżka i zaczął mnie przepraszać, że brakująca zawartość paczki się odnalazła i była przyklejona do kartonu od czoła, tak zwane drugie dno. W całej tej historii morał jest taki że los sprzedawcy jest zależny od osoby zamawiającej dany towar.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz